środa, 3 lipca 2013

SEN.



Otuliło ją nocne, chłodne powietrze. Miasto dookoła spało mocnym snem, tylko nieliczne, niespokojne dusze przemieszczały się sporadyczne w samochodach. Ani ptaki, ani żadne inne zwierzęta nie dawały znaku życia. Jednak cisza dookoła nie była martwa. Delikatne szepty wiatru, rozmowy liści i dyskusje traw, sprawiały, że nie czuła się tak bardzo samotna.  Nie widział, ani nie słyszał jej nikt- oprócz niej samej. Mogła podglądać śpiące obiekty swoich snów, mogła słuchać sennych rozmów swoich marzeń. I nic nie było w stanie jej przeszkodzić.  Zapach lipy i maciejki sprawiał, że naprawdę czuła się jak średniowieczna czarownica, kierująca losami tych, którzy mieli odwagę jej zaufać. Papieros wydał z siebie ostatni strużek dymu i zgasł. Dym ten przez chwilę jeszcze tańczył dookoła jej, poczym zniknął. Bezchmurne, gwieździste niebo, mrugało do niej niespokojnie, jakby wiedziało, że za chwilę coś zmąci jej spokój. Tymczasem, nieświadoma niczego, stała boso na mokrej trawie, a uśmiech delikatnie zdobił jej twarz.  Mogła wszystko. Wszystkie sznurki należały do niej. Poza jednym, o którym wolała nie pamiętać .
                       
            Krył się wśród traw, niewidoczny za płotem. Od dawna czuł, że coś z Nią jest nie tak, że jest inna niż wszystkie. Nie w taki sposób, w jaki kobiety różnią się od siebie: charakterem czy wyglądem. Była inna, niż wszyscy ludzie, których znał, jednak tak nieprawdopodobnie podobna do niego, że zapierało mu dech w piersiach, za każdym razem, kiedy na nią patrzył. Zdawał sobie sprawę, że jest tego nieświadoma. Mimo to czuł jednak napięcie między nimi, wzajemne szukanie siebie, pozornie okazywane kompletnym ignorowaniem. Patrzył. Czuł jak noc dookoła niej drga, tańczy, poddaje się jej. Czuł jak kieruje snami innych, sama nigdy nie mogąc zasnąć. On też nie spał. Nie potrafił znaleźć ukojenia, czy kołysanki, aż do momentu, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy. Mógł wszystko. Wszystkie sznurki należały do niego. Ale jemu zależało tylko na tym jednym, tak pozornie niedostępnym.

      Usłyszała szept wśród traw. Jeden dźwięk, który wybił się z melodii, zniszczył rytm nocy. Jej królestwa, któremu ona jedyna dyktowała nuty. Jedna myśl, jedna myśl za dużo zniszczyła jej spokój. Wyobraziła sobie oczy. Zielone oczy, otoczone jasnymi rzęsami. Te przenikliwe oczy, które przewiercały ją na wylot, jakby mógł znać jej duszę, jej najbardziej skryte myśli i pragnienia. Do tych oczu dołączyły usta. Wąskie, bladoróżowe, tańczące w ironicznych pozach na twarzy. Te usta, które poruszając się sprawiały wrażenie, jakby non stop całowały powietrze dookoła. Zmysłowe usta, których tak bardzo się bała. Zrodził się w jej wyobraźni. I już nic nie mogło jej powstrzymać. Zapłakała. Zrozumiała, że choć stara się nie pamiętać tej twarzy, nie jest w stanie. Zależało jej tylko na jednym, tak bardzo niedostępnym. Pozornie. Bo czuła, że kiedyś może w końcu uśnie. A niczego nie bała się tak bardzo jak snu. Samotnego.


Widział ją taką, jaka była naprawdę. Tonął w morzu jej miodowych oczu, słuchał szepczących, pełnych ust. Chciał zasnąć, zasnąć przy niej, zasnąć i śnić po raz pierwszy. Tak naprawdę. Zobaczył, że płacze. Zrozumiał, że czas zaśpiewać kołysankę. Pojął, że ten pierwszy sen nie będzie samotny.

-Usłyszałam coś, nie wiedziałam, że to Ty. Miałam…
-… nadzieję, że wrócę?
- Nie. Że się nigdy nie pojawisz.
-Dlaczego?
- Bo musiałabym powiedzieć Ci wszystko. O sobie, nie o osobie.
- Wiem kim jesteś. Taka jak ja. Czemu się boisz snu?
- A ty?
- Boję się, że zamieni się w szarą rzeczywistość.
- Ja boję się, że się skończy. I że znów będę samotna.
-Nie może być samotnym ten, kto od innych odpędza samotność i smutek.
-Byłam samotna.
- Nie byłaś. Po prostu szukaliśmy siebie nawzajem.
I od pocałunku tamtej nocy, zaczął się ich sen .


.

.