piątek, 25 lipca 2014

pointy



[ do zamieszczonego utworu tańczy para bohaterów. ]



Stała oparta o filar, obserwując tańczące pary. Tłum płynął w jednym rytmie, porozumiewając się jeżykiem tylko jemu znanym. Delikatne pchnięcia bioder, zmiany tempa, karkołomne przejścia i pozy. Nieświadomie zaczęła poruszać się takt w takt za muzyką, dodając od siebie coś, do tego konserwatywnego układu.
- Nogę przesuń na trzy, nie na dwa. – Usłyszała za sobą zmysłowy głos.
Odwróciła się pośpiesznie. Nie było za nią nikogo, choć rozglądała się dłuższą chwilę. Westchnęła i ponownie odwróciła w kierunku tańczących. Stał przed nią w masce, tylko oczy zdradzały łobuzerski uśmiech.
- Zatańczymy?- Zapytał od razu łapiąc ją za rękę i prowadząc na środek sali. Szła jakby ją zahipnotyzował, jakby przyciągał ją do niego niewidzialny magnes.
- Chyba powinnaś być nieco bliżej, nieprawdaż?- Złapał ją w talii i przyciągnął do siebie. Jej piersi uderzyły o jego klatkę piersiową. Zadrżała. Przycisnął ją do siebie, tak, że jej usta dzieliły milimetry od nagiej skóry. Siłą woli zmusiła się do patrzenia na guziki jego koszuli.- Tak lepiej.
Czas stanął w miejscu. Wydawało się jej, że mijają godziny, kiedy stali bez ruchu, czekając na pierwsze dźwięki od orkiestry.
Nie usłyszała nic, onieśmielona jego bliskością, omotana jego zapachem. Kiedy wbił palce w jej plecy, poczuła jak milion szpilek wpija się w jej skórę. Ból był tak przyjemny, że mimowolnie jęknęła.
- Jednak wydajesz z siebie jakieś oznaki życia. Z chęcią zobaczę, co będzie dalej.- Wyszeptał w jej ucho, a ją samą przeszedł dreszcz. Oblizała wargi. Nie rozumiała, dlaczego nie jest w stanie powiedzieć słowa, wykonać najmniejszego ruchu. Jej pewność siebie rozpłynęła się w mgnieniu oka. Zacisnęła powieki.
Wzięła wdech, jej ciało przeszyła wibracja muzyki. Popchnął ją do tyłu, zmuszając do kroku. Przycisnął biodro do jej biodra tak, że dzieliła ich tylko warstwa materiału jej sukienki i jego garnituru. Przesunął ją agresywnie i szybko, jej policzek znalazł się tuż obok jego. Zaczęli płynąć poprzez salę, nie zwracając uwagi na nic poza sobą.

Czuła się jakby była pod wpływem alkoholu. Niebywale lekka, kręciło się jej w głowie. Resztką uwagi odnotowywała każdą zmianę jego ciała. Każde dodatkowe muśnięcie, każdy dodatkowy ścisk. Kiedy po raz pierwszy odepchnął ją od siebie, poczuła się, jakby brakowało jej powietrza. Nie mogąc wziąć oddechu szukała go wzrokiem wirując wokół własnej osi, dziękując w duszy, że czuje jego palce, które pilnują ją przed utratą równowagi. Kiedy ponownie znalazła się przy nim jej oddech był urywany. Czuła łzy pod policzkami.
- Czyżbyś nie lubiła się kręcić?- Zapytał chytrze, zmieniając pozycję, by zmienić kierunek. Chciała mu odpowiedzieć, ale niespodziewanie odepchną ją od siebie i odwrócił tak, że stała do niego tyłem. Zacisnął dłonie na jej biodrach, zmuszając je do ruchu. Czuła na szyi jego ciepły oddech, jego palce błądziły po jej ciele. Słyszała już tylko własne bicie serca i szum krwi przepływającej przez jej ciało. Czuła jak przez jej ciało przechodzi dreszcz pożądania, nie była w stanie go ukryć. On w odpowiedzi delikatnie przygryzł jej ucho. Poczuła, jak kropelki potu zraszają jej ciało, kiedy znowu ją odepchnął. Zrozumiała, że zamierza trzymać ją na granicy, nie była w stanie jednak nic z tym zrobić. Zdominował ją całkowicie, podobało się jej to. Jego palce płynęły po jej skórze, formując i kształtując jej ciało. Sterował nią z bezlitosną precyzją. Zacisnął palce na materiale tuż pod jej piersiami, delikatnie szczypiąc skórę. Wygięła się w łuk, z głową opartą na jego ramieniu. Unosiła się na fali rozkoszy, wijąc się pod jego dotykiem. Szeptał jej do ucha słowa piosenki, niczym zaklęcie. Nie zwracała uwagi na znaczenie wyrazów, jego oddech na jej skórze wytrącał ją całkowicie z równowagi. Cicho pojękiwała, brzmiało to jakby nuciła z nim w duecie. Znów ją obrócił przodem do siebie. Jego czarne oczy przeszyły jej twarz. Były delikatnie zamglone, kiedy przygryzł wargę, oceniając jej wytrzymałość. Jej dłoń oparł na swojej klatce piersiowej. Uważnie badała opuszkami palców mięśnie jego brzucha. Uszczypnęła go delikatnie i usłyszała jak wciąga powietrze. W odpowiedzi agresywnie złapał jej udo i zahaczył o swoje. Trwali tak kilka chwil. Czuła przez materiał umięśnione udo, palcami wodziła po jego ciele. Odchylił ją do tyłu, nadal mocno trzymając. Jej włosy dotknęły ziemi.
- Więc jednak nie jesteś tak nieśmiała, na jaką wyglądasz.- Wymruczał jej do ucha. Przechyliła głowę i delikatnie musnęła ustami jego dłoń. Poderwał ją do góry w momencie, zmuszając by patrzyła mu w oczy. Uśmiechnęła się niewinnie, jej oczy jednak rzucały mu wyzwanie. Wpił się w jej usta, tak mocno i łapczywie, że straciła oddech. Zarzuciła mu ręce na szyję, nie chcąc przerywać pocałunku przywarła do niego. Ochoczo odpowiedział na jej entuzjazm, delikatnie unosząc ją i powracając do tańca. Ich biodra splatały się w jednym rytmie łącznie z wargami, dłonie płynęły po ciele. Parkiet płonął pod ich stopami. Odsunął ją delikatnie od siebie i patrząc w oczy uśmiechnął się drapieżnie.
- Widzę, że zapamiętałaś, noga na trzy. Zaufasz mi?
- Chyba nie mam wyboru.
- Prawa dłoń, na moje prawe ramię.
Wykonała polecenie. Po chwili poczuła, jak traci grunt pod stopami i mimowolnie podkuliła nogi. Oparł ją na swoim biodrze, zmuszając ją do wyprostowania lewej nogi. Sprawnie przesunął ją, jej twarz znalazła się na wysokości jego twarzy. Chciała go ponownie pocałować, on jednak odchylił ją i musnął ustami dekolt. Delikatnie postawił na ziemi i okręcił wokół jej własnej osi. Przywarła do niego, łapczywie chwytając powietrze. Złapał ją za dłoń i poprowadził w kierunku wyjścia.  W lustrze zobaczyła swoje odbicie. Jej oczy błyszczały niczym gwiazdy, usta były czerwone, włosy w nieładzie. Była rozpalona, czuła ogień w całym ciele. Nieśmiało ścisnęła jego dłoń. Odpowiedział jej stanowczym uściskiem. Wychodząc, wpadli na drzwiach na drugiego mężczyznę. Zmierzył ją wzrokiem i otwarł usta, by coś powiedzieć, nie dała mu jednak dojść do słowa.
- Przykro mi, ale się spóźniłeś. Przynajmniej mogłeś zobaczyć, co to znaczy tańczyć naprawdę.

Got me hoping you'll page me right now, your kiss
Got me hoping you'll save me right now

środa, 2 lipca 2014

epilog



>> utwór zamieszczony, ważny, wręcz konieczny <<



Patrzę jak twoja krew wsiąka w ziemię. Czuję ostatnie ciepło bijące od twojego ciała. Umierasz, a ja jestem tak cholernie szczęśliwa. Uczycie podobne do pierwszych chwil zakochania. Widzę, jak łapiesz powietrze. Tak zabawnie przypominasz rybę. Chichoczę. Charczysz coś do mnie, z twoich ust wypływa potok krwi. Oblizuję wargi, czuję przy tym słodki smak. Twoja krew pachnie karmelem. Patrzę na ostatnie ruchy twojej klatki piersiowej. Oddech staje mi w gardle. Pamiętam, jakie ciepło biło od niej, jak czułam się bezpieczna i na chwilę łzy pojawiają się w kącikach moich oczu. Ścieram je dłonią.

Spoglądam na otwarte rany w twoim ciele i od razu robię się spokojniejsza. Są tak bardzo rubinowe, gdzieniegdzie krew przechodzi w burgund, by dalej ustąpić miejsca czerni. Znów coś do mnie warczysz. Zaczynam się znowu śmiać. Tak bardzo nie mogę przestać. Tak bardzo bawi mnie ten twój anielski głos, który w ostatnich twoich chwilach przypomina zarzynaną świnię.

Teraz już jesteś człowiekiem, tak samo jak ja. Posiniaczona, poharatana, kiedy wyzywałeś mnie od kurew. Mój mały, teraz właśnie cię zdradzam. Po raz pierwszy Ciebie. Nie siebie. Ten jeden raz działam w zgodzie z sobą. Z moim sercem. Moją duszą. Pożądaniem. Teraz właśnie widzisz tę namiętność, o którą byłeś tak zazdrosny. Oto jest „Max”. To jest „Jace”. To mogłeś być ty. Bez słów, bez uderzeń. W twarz. Głową o ścianę.

Teraz to ja stoję i patrzę. Teraz to ja krzyczę, szeptają ci do ucha. Teraz ja uderzam, dotykając opuszkami palców, twoich szram, których jest tak dużo. Moja wina? Ale popatrz.

Tu jest twoje kocham. Malutkie, prawda? O, popatrz tutaj widać każdy twój dotyk, który tak lubiłam. A tutaj jest twoje przepraszam. No czy to moja wina, że ciągnie się od sutka, aż po pępek?  A teraz kochanie pokażę ci każde uderzenie, połączone z kurwą, dziwką, szmatą, każdym siniakiem w szwem. To ten piękny, tak głęboki szlaczek, czujesz? Od ust, aż po nicość, bo przecież mężczyzną nigdy nie byłeś. Co mówisz skarbie? Przepraszam? Nożyk tańczy mi między palcami. Tak słodko wibruje, jak twój głos podczas wyciągania wysokiego „C”.

Zaśpiewaj. No proszę zaśpiewaj mi po raz ostatni. Jak to było… No pomóż mi! No zanuć, choć troszeczkę. Nie pamiętasz już? To ja ci pomogę, tyle razy śpiewałam, kiedy zostawiałeś mnie na kafelkach w kuchni.

and it’s hard to find
hard to find
hard to find the strength now but i try
and I don't want to
don't want to
don't want to dont want to speak now
of what's gone by

O mój skarbie, mówisz już szeptem. No dalej, umiesz napiąć przeponę. Tak, mogę ci pomóc. Popatrz tańczę dla ciebie tak, jak nigdy wcześniej. To mój taniec, ten pierwszy, weselny. Popatrz, tak się będę w nim przytulać. Tak będą błyszczały mi oczy. Jak teraz, kiedy patrzę na ciebie.

Kochanie, chcę ci tylko jeszcze podziękować. Za to, że w końcu wiem, jak można płonąć tak dziką żądzą. Czuję ten ogień każdym milimetrem skóry.
Kochanie, mój biedny, pokrwawiony.
Popatrz ,jak płoniesz.

.

.