sobota, 28 czerwca 2014

spowiedniczka

>> każdy seryjny ma swoją "misję" <<

utwór jest ważną częścią, w połączeniu z tekstem, tworzy całość.


- Allyson? Allyson!  
Pełne imię. Jego użycie nigdy nie zwiastuje nic dobrego. Skuliła się w kącie, mając nadzieję, że może pomyśli, że jej nie ma. Cokolwiek, by jej nie zauważył.  Jej oddech stawał się coraz szybszy, przechodził w świst. Nagle drzwi jej pokoju otwarły się z hukiem.
-  Tu jesteś mała dziwko. 
Pierwsze uderzenie zawsze zostaje zapamiętanie.
Patrzyła zdumiona, oczarowana na krople krwi, błyszczące na karmelowym dywanie.

*
Splatała warkocze z wypadających włosów. 
Ciche usta poruszały się delikatnie, w rytm kolejnych uderzeń. Wyuczyła się ciszy, potrafiła zamknąć się w niej, oderwać od rzeczywistości. Nie czuć bólu, jako wroga. Niema forma buntu. Oduczyła łzy wypływania na twarz, pokazywania, że istnieją. To nakręcało go jeszcze bardziej.
- Taka jesteś twarda? Nauczę się posłuszeństwa zbuntowana szmato!
 Płonęła w środku, wewnątrz siebie, płacząc nie nad sobą, nie z bólu. Ale ze strachu, że przyzwyczaiła się do tego uczucia. Poniżenia. Zastanawiała się czy sama nawet nie zaczęła go prowokować.

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz był trzeźwy.  Patrzył na nią ze złością, jakby to była jej wina, że żyje. Jakby ona była winna tamtej nocy. Tamtemu wypadkowi, kiedy umarła jej matka. Daniel wyniósł się z domu w rok po jej śmierci. Cieszyła się, że tego nie widzi. Jakim potworem się stał. Ona się stała. Stali się razem.

Kochała go mimo to. Przecież był jej ojcem.

*
Ukrywanie śladów opanowała do perfekcji. Nikt nigdy nie domyślił się uczuć, jakie skrywała w sobie. Smutek, złość, powoli zaczęły zanikać. Nie pamiętała, którego dnia ból zaczął ją fascynować. Kiedy pokochała każde jego uderzenie. Swój ból przerzucał na nią, zaczęła przyjmować go zachłannie Czuła się jak jego spowiedniczka, zbawicielka.. Chciała uwolnić go od bólu, od cierpienia.

*
- Allie jak w domu?- Zapytał Daniel patrząc na młodszą siostrę. – Jak ojciec?
- Tak samo. Albo pije, albo wrzeszczy.- Odpowiedziała nie patrząc na brata, wyciągając spod paznokci zaschniętą krew
-  Musisz zrozumieć, on cięgle obwinia się o tamto.
- Mam wrażenie, że myśli, że to moja wina.
- Allie, wyrzuca sobie, że to nie on po ciebie pojechał. Jesteś tak podobna do matki, wiesz jak bardzo ją kochał. Nigdy nikomu się nie wygadał, z nikim nie rozmawiał o tym. Nie wyrzucił z siebie tego bólu. On potrzebuje spowiedzi. Uwolnienia od bólu. Każdy z nas nosi w sobie jakieś cierpienie. Niektórzy nie potrafią sobie z nim poradzić.

*
Zaczęła chodzić po ulicach, przyglądać się ludziom. Daniel miał rację. Ludzie cierpieli, jedni bardziej, inni mniej.  Patrzyła na nich i czuła, jak przyciągają  ją do siebie.
*
Obudziło ją trzaskające okno. Na zewnątrz wstawał dzień. Na tle błękitnego nieba poruszały się korony drzew targane wiatrem. Patrząc na otaczający świat zrozumiała, znalazła swoje przeznaczenie. Tego dnia, pomoże mu pokonać ból .Był pierwszy na liście zbawionych.

*
Chodź, pomogę Ci uwolnić się od bólu
Spokojnie, poczucie winy minie.
*
Najpierw słuchała, potem pozwalała się uderzyć. Obrażać. By chwilowo poczuli się spokojni, szczęśliwi. Przygotowywała ich do ostatniego etapu ratunku.
Krzyczeli, przelewali na nią całą swoją złość, całe cierpienie.  Dawało jej to siłę. Satysfakcję. Spełnienie.
Kiedy widziała błogość na twarzy spowodowaną lekkością, pozbyciem się balastu winy i bólu mówiła:
- Wyspowiadałeś się, czas na rozgrzeszenie. Uwolnię cię, od tego, co sprowadziło cię do mnie.



Uwalniając ludzi od poczucia winy, od bólu życia, Allyson śpiewała cichutko:

(Lacrimosa)
And you can blame it on me
(Dies illa)
Just set your guilt free, honey


Dona eis requiem

.

.