piątek, 7 lutego 2014

Baletki


Stranded in the spooky town

Cisza zapadła na sali, kiedy ukazała się na scenie. Błędne ogniki oczu, rozwiane włosy. Włosy czarownicy. Oślepiły ją światła stroboskopów. Oczy przewiercały ją na wylot. Oskarżona. Na stosie palona. Ona. Przerażonym wzrokiem patrzyła przed siebie.
And it's coming closer śpiewała jak mantrę.
Zapomnieć. Zapić. Zaćpać. Zakryć. Zakopać przed światem, każde najmniejsze wspomnienie. A oni żądali dalej, rząd po rzędzie, krwi. A przede wszystkim łez. Wtem skrzypnęły drzwi teatru. Pojawił się człowiek. Jeden żywy na widowni,
wśród krzeseł, na których siedziały duchy. Wołające o więcej uwagi. Wspomnienia. Stał i patrzył. Z wyrzutem.

Open up your eyes

Niewinna.
Nie, winna pierwszego tańca. Spojrzeń,dłoni, słów. Całe sekwencje gestów, potknięć, upadków. Nigdy jej nie łapał. Zawsze sama musiała szukać tej ostatniej gałęzi, by nie zderzyć się z ziemią.
-Otwórz oczy, popatrz na mnie. Patrzyła. Jak matka na noworodka, jak dziewczynka na pierwszą sukienkę, jak wół na malowane wrota. Cielęcym
wzrokiem udawała primabalerinę. Zawsze w cieniu baletnic tańczących Czajkowskiego. A ona prosiła o jeden taniec.
Z nim „nothing else matters”.

You keep on crying
Baby I'll bleed you dry

 

-Wypłacz się, wykrzycz, wyrzygaj od łez!
Patrzyła. Dalej tańcząc wzrokiem po twarzy, wyszczerzonej w upiornym uśmiechu, który mówił:
jeszcze nie raz będziesz płakać przeze mnie.”
Przyzwyczaj się maleńka, że nie zatańczysz w tiulowej spódniczce. Dla ciebie jest „goniony”. Kiedy usiłujesz złapać szczęście. Które nigdy Twoim nie będzie.

Your shimmy shook my bones
Leaving me stranded all in love on my own

(Walc)
Raz, dwa, trzy, dwa, dwa... Upadła. Po raz kolejny. Nie bała się duchów klaszczących do taktu. Nie one wybijały ją z rytmu.
RAZ: Proszę! DWA: Tęsknię! TRZY: Bo jesteś najlepsza! DWA: Myślę o Tobie! DWA: Będzie dobrze! [trzy] UPADEK: i tak Cię kocham. A z każdym kolejnym upadkiem, kręgosłup jej istnienia łamał się z głośnym trzaskiem. A serce pozostawało samo, opuszczone pełne trucizny.



Do you think of me?
Where am I now
Baby where do I sleep?

Tańczyła do dźwięków, nie znając nut. Tworzyła melodię wzrokiem, uśmiechem. Każdy układ był perfekcyjny, dopóki ich duet nie zamienił się w jeden akord.
[Akord- współbrzmienie co najmniej trzech dźwięków o różnej wysokości i nazwie]
Do dwóch dźwięków doszedł trzeci. Wysoki, mocny i przede wszystkim bardziej przebojowy.
Zgubiony rytm, pomylony krok. Przydeptany palec. Zmiana partnerki.
Stanęła pod ścianą, patrząc jak wygrywają ten konkurs tańca zwany życiem.
„Ty i ja i zawsze jeszcze ktoś” .

(s)he took my heart, I think (s)he took my soul .

Przestała tańczyć. Patrzyła teraz tylko, na inne pary połączone melodią. Ze łzami w oczach zazdrościła im dźwięków, które mieli w sobie. Jej pasja zniknęła, zakopana pod zapisem krzywych nut. Nie wiem, nie chcę.
Nie tworzyła piosenek, z jej ust wydobywał się dźwięk sfałszowany płaczem. Zgubiła rytm. Razem z sercem i duszą.

#

Ile można stać pod ścianą? Patrzyła na tę, która zakłóciła jej metrum, zniszczyła melodię. Na ścianie wisiały noże. Patrzyła na nie, jednocześnie zerkając na nią. Wzięła głęboki wdech. Nagle zauważyła inną rzecz wiszącą wśród ostrych jak brzytwy słów. Podeszła do nich.
Odbijany, z zimną krwią.
Tamta dostała w twarz. Starymi baletkami, w których przecięła jej wstążki.
On dostał spojrzenie. Ostatnie zaproszenie. Na ostatni solowy już taniec.

Showing no mercy I'd do it again

Nadeszło. Siedząc na widowni wśród duchów, napawał się przerażeniem w jej oczach. Czuła, że jest tam, że patrzy, że drwi. Usiadła, by poprawić baletki. Były nowe, czyste. Nie zrobiła w nich jeszcze ani jednego kroku. Wstała, i nagle poczuła nowy, inny rytm. Przepełniła ją melodia, jakiej nigdy nie słyszałaTeraz pomyślisz o mnie.
Zastanowisz się gdzie jestem
Z kim śpię.
Otworzyłam oczy i przestałam płakać, teraz odbiorę Ci wszystko, co wcześniej mi zabrałeś.
Moje serce, moją duszę.

Tańczyła. Wirowała po scenie, bezlitośnie przypominając mu każdy ich układ. Z premedytacją pokazując, jak wyglądałby ich taniec.

- Mam nowe baletki, kochany. Nie podeptane przez Ciebie, nie splamione kroplą Twojego potu, nie dostosowane do Twojego rytmu. Widzę, że cierpisz teraz. I specjalnie dla Ciebie, jeszcze raz zatańczę.

#
nie spłonęła na stosie zeszytów do nut.
Został sam, w mieście pełnych upiorów.
I z każdym dniem, coraz bardziej zbliża się do niego świadomość.
Że kto inny teraz podziwia jej ,wirujące w tańcu, baletki.

3 komentarze:

  1. riotowe lowe krowe!
    ładnie ci to wyszło, no. i tak sobie teraz myślę, że jednak powinno być na górze 'perfect fear kills all love', a nie na odwrót. czekam z utęsknieniem sama-wiesz-na-co. i jeszcze na wspólną posiadówę z laptopem i winem, żeby te kretyńsko-genialne pomysły z naszych pokręconych umysłów zostały przelane na kartki. w końcu.

    (ależ mi to wyszło poetycko!)
    with love,
    z.
    <3

    OdpowiedzUsuń

.

.