sobota, 1 lutego 2014

Skrzypce




Sometimes I feel like saying "Lord I just don't care“

Dźwięk skrzypiec doprowadził ją do dreszczy. Nawet z zamkniętymi oczami, kiedy usiłowała się uspokoić, nie była w stanie złapać oddechu.

„Zmieniłem się, a ty dalej jesteś taka sama”

Prawie tak, jakby chciał powiedzieć: Spierdalaj znudziłem się tobą.
Ile razy można nadstawiać policzek? Ile upadków można przeżyć? Ile razy kurwa można wstać?
Myśli kołatały jej w głowie jak szalone. Obrazy wyjęte z życia, skradzione chwile, które wydawały się ukradzione, jakby nigdy nie była ich częścią. A przecież była, czuła. Podobno, bo teraz nie umiałaby tego stwierdzić. Dlaczego szczęście jest tak ulotne? Tak szybko zostaje odebrane? Mówi się, że jest ono zabierane, jeśli ktoś zrobił coś złego. Jej największą zbrodnią była chyba zbytnia radość.

Sometimes it seems that the going is just too rough

Złapał ich deszcz.
- Pojedźmy gdzieś jeszcze- poprosiła szeptem.
- Jesteśmy cali mokrzy, nie chcesz jechać do domu?
- Nie, ale jeśli tobie to przeszkadza, nie widzę problemu, może być dom.- odwróciła wzrok, by ukryć rozżalenie tak szybkim rozstaniem. On milczał. Jechali chwilę w przerażającej ciszy. Nagle skręcił gwałtownie. Nie była to droga do jej domu. Spojrzała na niego z niemym pytaniem w oczach.
-Nie myślałaś chyba, że ot tak Cię wypuszczę- uśmiechnął się. Tym uśmiechem, łobuzerskim, który tak bardzo  w nim kochała. Choć nie powiedziała mu Tych Słów ani razu. Wyszli z samochodu. Pobiegła przed siebie, by ukryć łzy wzruszenia i radości. Na to jeszcze jest przecież za wcześnie.
Stanęła pod krzyżem i oparła się o barierkę, chłonąc widok cichego miasta po deszczu. Drgnęła, gdy poczuła chłodne krople ponownie spadające z nieba. Objęła się ramionami, nie zwracając uwag i na coraz szybsze tempo wody, która spływała z chmur. Stojąc tak, w zamyśleniu, nie usłyszała, że pojawił się obok. Podszedł po prostu, objął ją i razem stali w milczeniu. Zachłystywała się tymi chwilami, jak najczystszym powietrzem. Jak człowiek, którego wyciągnęli spod wody.  Zaczęło mocniej padać.  Czuła, że włosy splatają się  w strąki, a tusz płynie wartko po policzkach. Odciągnął jej dłonie od barierki i powoli zaczął obracać w tak, by ich twarze były naprzeciwko siebie. Za zdziwieniem zarejestrowała jego wyraz twarzy. Patrzył z nieukrywanym zafascynowaniem.
-Na co tak patrzysz?
-Na ciebie- odpowiedział dalej chłonąc wzrokiem jej twarz.
- Przecież nie ma na co- odwróciła głowę, by schować  się przed jego oczami.- Wyglądam jak czarownica, rozmazane oczy, pozlepiane włosy.
Delikatnie ujął jej twarz i obrócił w swoim kierunku. Opuszkami palców przejechał po czarnych smugach, z uśmiechem odgarnął jej włosy z czoła, by móc spojrzeć w orzechowe oczy, które tak bardzo uwielbiał.
-Owszem, jesteś rozmazana- pocałował kroplę spływającą po policzku.- Owszem, masz pozlepiane włosy- dotknął ustami wiecznie spadającej grzywki. – Owszem, wyglądasz jak czarownica. Ale dla mnie jesteś najpiękniejsza.
- Przestań proszę- wyszeptała skrępowana tym jawnym uwielbieniem na jego twarzy w jego słowach.
- Nie przestanę, ponieważ Cię kocham.
- Ponieważ?
- Ponieważ Cię kocham. Czarownico
I odtąd pokochała całowanie w deszczu.

And things go wrong no matter what I do
Now and then it seems that life is just too much

 Siedzieli obok siebie na kanapie, patrząc na śpiewających dookoła ludzi. Tęskniła za nim, bo  nie widzieli się ponad miesiąc. Chłonęła dotyk jego ręki, wdychała jego zapach, mając przed oczami jego twarz, skupioną, kiedy miesiąc temu zdecydował się ją pocałować. Zadrżała na wspomnienie jego warg na swoich ustach, karku. Poczuł, że się poruszyła, bo objął ją ramieniem, jakby myślał, że jest jej zimno. Nie wyprowadzała go z błędu.
Długo siedzieli milcząc. Tulił ją, raz na jakiś czas szeptając do ucha coś. Zdecydowała się w końcu .Odnalazła jego usta swoimi. Zareagował gwałtownie, łapczywie. Poczuła motyle w brzuchu. Przebiły nawet tamto pamiętne, w deszczu z Tamtym. Jęknęła cicho, gdy nagle odsunął się gwałtownie.
-Wiesz, że pasujemy do siebie idealnie? Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybym nie poznał Ani. Bylibyśmy cudowną parą.

Milczała, bo umarła w tej chwili, kolejna część niej.

Sometimes I feel like saying "Lord I just don't care”

Skrzypce. Te cholerne skrzypce zawsze wywoływały w  niej wspomnienia . Każde słowo, gest wracały do niej z kolejnym pociągnięciem smyczka.  Pierwsze „kocham”, choć już nieważne, zapomniane. I to drugie milczące, które ma do teraz, w sercu, wypisane na twarzy.

She’s got the love.

Na cholerę jej ona?
Forever alone, przez jedną głupią miłość w sercu.

I te cholerne skrzypce

you've got the love
I need to see me through.

Please. Love me. Nothing more, nothing less.


2 komentarze:

  1. oj tam zaraz cholerne skrzypce.

    przeczytałam miljooon razy, ale ciągle czekam na sama-wiesz-co ;*
    baj de łej, ładny szablon, ciekawe kto ci go zrobił? hmmm ;D

    with love,
    z.
    <3

    (pozory zachowane muszą być. no siema!)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wiem.
    o jej. :*

    OdpowiedzUsuń

.

.