Dla Boo. Bo inaczej nie potrafię.
i dla Was dziewczyny. Pat, Zmora, Kat, Nela, Ewa i Dorota
i dla tych co nie piszą, ale czytają. I przeżywają.
Siedzę przed laptopem i ze łzami w oczach patrzę w ekran.
Śmieją się ze mnie za plecami, śmieją mi się prosto w twarz, że przeżywam
fikcję, jakby była życiem realnym. Ale oni nie rozumieją, że każdą komórką
ciała, każdym milimetrem odczuwa się emocje.
Znowu udało się jej doprowadzić mnie do łez. Tak perfekcyjnie oddała emocje, widziałam to przed oczami, nawet nie musiałam ich zamykać. Czuję jak płyną mi po policzkach kolejne krople, ale nawet nie próbuję ich zatrzymać. Patrzę na tę ostatnią kropkę i nie dociera do mnie, że to koniec. Nie wiem czy na stałe, czy tylko tego odcinka, ale i tak czuję w sobie pustkę. Chce mi się krzyczeć, że się nie zgadzam, że proszę o więcej. Ale przecież mój krzyk nie dotrze. Mogę go tylko napisać.
Nie znam jej, ale czuję, jakby była przy mnie od lat. Pewnie nawet sama nie wie, że opisała moje życie. Może innymi słowami, może nadała bohaterom inne imiona, inne sytuacje. Ale uczucia są te same. Dokładnie pamiętam każde z nich, ale dopiero czytanie tego u niej, pozwala mi je w pełni pojąć, zrozumieć. Układam swój świat na nowo, poznaję siebie. Jest mi głupio, bo tyle mi dała, nawet mnie nie znając, ba! Nawet nie wiedząc o tym. Paradoks.
Podziękowałabym jej. Ale jak? Żeby nie wyjść na psychopatę ani desperatkę?
Odświeżam i widzę, że dodała kolejne. Jaram się jak dziecko w dniu rozpakowywania prezentów. Nie wiem jaki koktajl zaserwuje dzisiaj. Trochę się boję, trochę się cieszę, najbardziej umieram z ciekawości. Jestem przecież fetyszystką słowa. Jego wieloznaczeniowości. Jednym słowem, jednym zdaniem można tyle wyrazić.
Udało się jej. Zamknąć mnie w swojej klatce i sprawić bym była szczęśliwa. Obiera mi wolność każdym słowem, wciąga mnie w swój świat, robi ze mną co chce. Wodzi mnie za nos. A ja, kochająca wolność, nienawidząca zamknięcia, pozwalam się jej sterować, jakbym była marionetką. I podoba mi się to. Oddaję się temu z przyjemnością, śledząc jak wariat kolejną literkę po literce.
Jestem wybredna, zawsze byłam. Od niej jednak kupiłabym wszystko. Dała mi wiarę, że może być lepiej. Pozwoliła uwierzyć, że nie ma drogi bez wyjścia. Nauczyła mnie rozumieć emocje i to nie tylko moje, ale też innych. Z zamkniętej w sobie osoby, zrobiła ze mnie kogoś, kto nie boi się zacząć pierwszy rozmowy.
Znowu udało się jej doprowadzić mnie do łez. Tak perfekcyjnie oddała emocje, widziałam to przed oczami, nawet nie musiałam ich zamykać. Czuję jak płyną mi po policzkach kolejne krople, ale nawet nie próbuję ich zatrzymać. Patrzę na tę ostatnią kropkę i nie dociera do mnie, że to koniec. Nie wiem czy na stałe, czy tylko tego odcinka, ale i tak czuję w sobie pustkę. Chce mi się krzyczeć, że się nie zgadzam, że proszę o więcej. Ale przecież mój krzyk nie dotrze. Mogę go tylko napisać.
Nie znam jej, ale czuję, jakby była przy mnie od lat. Pewnie nawet sama nie wie, że opisała moje życie. Może innymi słowami, może nadała bohaterom inne imiona, inne sytuacje. Ale uczucia są te same. Dokładnie pamiętam każde z nich, ale dopiero czytanie tego u niej, pozwala mi je w pełni pojąć, zrozumieć. Układam swój świat na nowo, poznaję siebie. Jest mi głupio, bo tyle mi dała, nawet mnie nie znając, ba! Nawet nie wiedząc o tym. Paradoks.
Podziękowałabym jej. Ale jak? Żeby nie wyjść na psychopatę ani desperatkę?
Odświeżam i widzę, że dodała kolejne. Jaram się jak dziecko w dniu rozpakowywania prezentów. Nie wiem jaki koktajl zaserwuje dzisiaj. Trochę się boję, trochę się cieszę, najbardziej umieram z ciekawości. Jestem przecież fetyszystką słowa. Jego wieloznaczeniowości. Jednym słowem, jednym zdaniem można tyle wyrazić.
Udało się jej. Zamknąć mnie w swojej klatce i sprawić bym była szczęśliwa. Obiera mi wolność każdym słowem, wciąga mnie w swój świat, robi ze mną co chce. Wodzi mnie za nos. A ja, kochająca wolność, nienawidząca zamknięcia, pozwalam się jej sterować, jakbym była marionetką. I podoba mi się to. Oddaję się temu z przyjemnością, śledząc jak wariat kolejną literkę po literce.
Jestem wybredna, zawsze byłam. Od niej jednak kupiłabym wszystko. Dała mi wiarę, że może być lepiej. Pozwoliła uwierzyć, że nie ma drogi bez wyjścia. Nauczyła mnie rozumieć emocje i to nie tylko moje, ale też innych. Z zamkniętej w sobie osoby, zrobiła ze mnie kogoś, kto nie boi się zacząć pierwszy rozmowy.
Siedzę przed laptopem i ze łzami w oczach patrzę w ekran.
Śmieją się ze mnie za plecami, śmieją mi się prosto w twarz, że przeżywam
fikcję, jakby była życiem realnym. Ale oni nie rozumieją. Nie pojmą faktu, że obcy
człowiek może dać drugiej stronie coś od siebie. Zwykłą zabawą, zwykłą
rozrywką. Kilkoma naprędce napisanymi zdaniami. Tak po prostu, bo ma swoje
widzimisię.
Oni nie zrozumieją, że coś takiego może zmienić czyjeś życie, czyjś pogląd na świat. Nie zrozumieją tego, jak obca osoba może dać drugiej śmiech, łzy czy zmusić do refleksji.
Nie zrozumieją, bo tego nie przeżyli. I są przez to ubodzy.
O jeden z najpiękniejszych skarbów.
O emocje i chwilę zatracenia podczas biegu zwanego życiem.
Jej się udało. I mam nadzieję, będzie udawać się dalej.
Jane Doe. Callen. Greece. Ross. Avery. Moore. Haughton. Sanders. Lusignan. Berkely. Lerman . Stone. Humilton. Silvernight
Oni nie zrozumieją, że coś takiego może zmienić czyjeś życie, czyjś pogląd na świat. Nie zrozumieją tego, jak obca osoba może dać drugiej śmiech, łzy czy zmusić do refleksji.
Nie zrozumieją, bo tego nie przeżyli. I są przez to ubodzy.
O jeden z najpiękniejszych skarbów.
O emocje i chwilę zatracenia podczas biegu zwanego życiem.
Jej się udało. I mam nadzieję, będzie udawać się dalej.
Jane Doe. Callen. Greece. Ross. Avery. Moore. Haughton. Sanders. Lusignan. Berkely. Lerman . Stone. Humilton. Silvernight
Bosze jakie to prawdziwe
OdpowiedzUsuńjakbym czytała o sobie
Ale wariactwo. wreszcie ktoś kto to rozumie i czuje w ten sam sposób co ja. ale to miłe :D
OdpowiedzUsuńDlatego właśnie tak uwielbiam nasze małe grono pisarskie. (czuję się zaszczycona, że w jakiś tam sposób do niego należę)
Cudowne jest to, że dajemy innym możliwość patrzenia na świat swoimi oczami. uwielbiam za to wasze blogi.
Odkąd mam możliwość uczestniczyć w tym wszystkim, czuję się pełniejsza. czuję, że ktoś odpowiada na moje wewnętrzne pytania. to jest świetne, bo mam coś stałego.
Dziękuję za tego shota :)
z tego co widzę, dobrze wiesz jak to jest mieć kogoś kto rozumie o co chodzi.
To co napisałaś jest prawdziwe. i mega szczere.
Zaczynam być fanką <3
Morgana
Powiem tylko tyle: dziękuję
OdpowiedzUsuń#proudmomma #takbardzo #kocham
OdpowiedzUsuń♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡
Ja się autentycznie wzruszyłam, nawet teraz kiedy to pisze tyle dni po dodaniu czuję w gardle wielką gulę. A mnie cholernie trudno wzruszyć. Wiem, że to niewielka pociecha, ale dla mnie wielka chwila. Jeśli moje bohaterki miały w tym co napisałaś jakiś udział to czuję, że warto było poświęcić na to każdą chwilę.
OdpowiedzUsuńWiesz czemu nie zawsze czytam od razu po dodaniu? Ja muszę mieć nastrój. Muszę być wypoczęta, żeby okazać szacunek autorowi i żeby dobrze przyswoić słowa. Na opisanie czegoś takiego nie ma słow. Może krótkie dziękuję? <3
Ten krótki shot brzmi jak słowa piosenki. Życiowej piosenki, którą można słuchać na okrągło. I ja tak zrobiłam. Przeczytałam to parę razy zanim skomentowałam. Poznałam Cię prywatnie i stwierdzam, że jesteś cudowną osobą, taką pogodną, ale potrafiłaś napisać to w taki sposób, że kiedy po raz drugi to czytałam - wyobraziłam sobie Ciebie zupełnie inaczej.
OdpowiedzUsuńDorota