niedziela, 25 stycznia 2015
wierzba
Czuję jakiś nacisk na dłoni.
Chyba ktoś złapał mnie za rękę.
Normalnie czułabym ciepło, może nawet rozpoznałabym, kto to. Ale teraz czuję samą mechanikę, nic poza tym.
Czyjeś ręce mnie obejmują. Czuję, jak palce wbijają się w moje obojczyki, łopatki. Ktoś tarmosi moje włosy. Rejestruję to jakąś małą cząstką. Nie wiem czego, bo ani mózgu, ani serca nie czuję.
Nie mam ich od tygodnia.
Nie słyszę, nie widzę, nie czuję.
Pozostało mi tylko mimowolne rejestrowanie. Którego z chęcią bym się pozbyła.
#
Stoję jakieś dwieście metrów od niej, ale mam problem, by ją rozpoznać.
Stoi w bezruchu, to do niej takie niepodobne, zawsze wszędzie było jej pełno.
Milczy, a przecież zawsze się śmiała.
Jest taka obca, taka chłodna. Jak marmur.
Nie widzę blasku w jej oczach, nawet włosy straciły puszystość.
Nie rozumiejąc, o co chodzi, skąd ta zmiana, podchodzę bliżej.
Tłum czarnych ludzi, popłakiwania, ocieranie oczu i nosa. Przedzieram się między nimi, ale nie zwracają na mnie uwagi, jakby mnie nie było. Wołam, ale nikt mnie nie słyszy.
W końcu docieram do niej i tracę oddech.
Moja Lea, stoi nad moją trumną.
Sama będąc o krok od śmierci.
#
Coś się zmieniło. Wyrwało z odrętwienia. Rozglądam się dookoła, ale nie widzę nikogo, poza tymi, którzy już to byli. Gorąco rozlewa się po moim ciele. Kobieta stojąca obok łapie mnie za rękę.
- Lea, wszystko w porządku?
Kiwam głową by potwierdzić. Cóż innego mogę zrobić? Daję jej to, czego ode mnie oczekuje, może da mi spokoju na tyle, żebym mogła zrozumieć co się stało.
#
Nie chodzi o to, że mnie tam chowają. Wcale nie martwię się tym, że nie żyję. Patrzę na nią i widzę, jak uchodzi z niej życie. Jak niknie w oczach. Mam ochotę wypierdolić ich stąd wszystkich.Nie widzą, do czego ją doprowadzają? Jak ją to męczy? Chciałbym wrzeszczeć, kląć, ale nie czas na to. Teraz ona jest najważniejsza. Modląc się w duchu, żeby się udało, podchodzę do niej i szepczę do ucha.
- Chodź, pobiegniemy stąd. - Łapię ją za rękę i ciągnę. Poddaje mi się bez reszty, nie wierząc.
#
Jim. Jim! Czuję go. Boli mnie, serce rozbija się o żebra, płuca palą żywym ogniem. Ale czuję jego ciepło, jego zapach. Poznałabym go wszędzie. Łzy mi ciekną po policzkach, ale nie zwracam na nie uwagi. Nie przejmuję się, że patrzą na mnie, jak na idiotkę. Nie zwracam uwagi na ból, jaki sprawiają mi najmniejsze ruchy, w końcu tak długo byłam odrętwiała. Biegniemy w stronę domu, nie widzę go, ale wiem że jest. To jego dłoń trzyma moją. Zatrzymujemy się przed tablicą. Naszą tablicą ze zdjęciami. Kieruje moją dłoń do tych najszczęśliwszych wspomnień.
Tutaj na Hawajach.
Potem Paryż
Nasze pierwsze mieszkanie.
Fundamenty domu.
Ślub. Wierzba
Zaczynam płakać.
#
Ocieram jej łzy, szepcząc, że jestem obok, że będę. Boli mnie, jak cierpi, ale widzę, że zaczyna odczuwać, że wychodzi z odrętwienia. Wypuszcza z siebie emocje, pozwala im odejść, więc naciskam na nią, zmuszam do reakcji. Wiem, że mam niewiele czasu, muszę go wykorzystać w stu procentach, bym miał pewność, że poradzi sobie. Najchętniej zostałbym z nią tu na stałe, ale widzę, jak zbliża się do mnie światło.
#
- Leelee- Słyszę głos, tuż obok ucha.- Maleńka musisz mi obiecać, że postarasz się.
Kręcę głową, nie mogąc wydobyć głosu. Zaczynam drżeć, trząść się jak osika. Wiem, że nie dam rady. Tuli mnie do siebie, głaszcze po włosach. Oddałabym wszystko, żeby go zobaczyć.
Nagle, oślepia mnie światło. Widzę w nim twarz Jima, jak uśmiecha się do mnie. Podchodzi bliżej, po raz ostatni muska moje usta i nagle znika. Krzyczę, wołam, ale dookoła mnie panuje cisza.
Budzę się z płaczem, w pustym łóżku.
- Lea? Czas się ubierać, Pogrzeb za godzinę.
Wybiegam na dwór, przez taras. Biegnę na ślepo, na boso, byle dalej. Wiem, że za kilka godzin zobaczę go po raz ostatni. Wiem, że go nie zatrzymam..
Ale mogę dołączyć do niego. I znowu będziemy siedzieć pod wierzbą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Tak bardzo prawdziwe jak się potrafi patrzeć na świat w formacie 3D. Wiesz co mam na myśli :*
OdpowiedzUsuń